środa, 17 sierpnia 2016

Pierwsze spotkanie!

Drugi może trzeci weekend lutego, dokładnie nie pamiętam, On żonaty, ja w 6 miesiącu ciąży, oboje zaczynaliśmy pierwszy semestr magisterki na polibudzie. Wzbudził moje zainteresowanie ale tym że był wesoły, głośny, bardzo zabawny. Miło nam się rozmawiało, znaleźliśmy wspólny język.
Kolejny zjazd poszliśmy na piwo, ja na soczek porzeczkowy. Zostałam jego uczelnią żoną. Było już późno, G zadzwonił po swoją prawdziwą żonę, mnie odwiozła na PKP. G powiedział do mnie (przy niej) „Kochanie! Napisz jak będziesz w domu.”. Wydało mi się to dziwne, ale to zignorowałam, może był pijany, może tak mówi do każdej dziewczyny, w końcu obok siedziała jego żona, przytulał ją, całował. Wydawali się być zgodnym małżeństwem. Wcześniej coś tam gadał, że małżeństwo to był błąd itp. Itd. ale jakoś mówił to z uśmiechem. Pomyślałam, facet, gada sobie żeby pogadać.  Wróciłam do domu, napisałam że dotarłam, odpisał że się cieszy i na tym się skończyło. Przecież ja miałam faceta a G miał P. Tak mijały zjazdy, coraz lepiej się dogadywaliśmy ale na zasadzie przyjaźni. G mówił, że się rozwiedzie, że to małżeństwo to pomyłka. Mi z K też się sypało, on był 1200 km ja sama, nie interesował się mną ani dzieckiem, co prawda pytał „co tam?” „jak się czujesz?” ale … okazał się nieodpowiedzialnym dzieciakiem.

A.